Nowa strategia UE 2020 ma pomóc w wyprowadzeniu Europy z kryzysu, a potem w ekonomicznej rywalizacji z USA, Chinami i innymi potęgami gospodarczymi wyłaniającymi się poza Starym Kontynentem.

Autorom brakło jednak dawnego optymizmu twórców strategii lizbońskiej sprzed dekady, którzy  zapowiadali, że Unia stanie się najbardziej konkurencyjną gospodarką świata już w 2010 r.

Ogłoszony niedawno projekt Komisji Europejskiej zakłada, że do 2020 r. przeciętny poziom zatrudnienia w UE powinien zwiększyć się do 75 proc. z obecnych 69 proc. (ok. 50 proc. w Polsce), nakłady na badania i rozwój powinny wzrosnąć do co najmniej 3 proc. unijnego PKB z obecnych 1,9 proc. (mniej niż 1 proc. w Polsce), a odsetek ludzi kończących co najmniej licencjackie studia powinien wynieść 40 proc. (obecnie 31 proc.).

Realizacja strategii ma też pomóc w wyciągnięciu 20 mln Europejczyków z ubóstwa (obecnie poniżej progu biedy tkwi ok. 85 mln mieszkańców UE) oraz osiągnięciu celów 20-procentowej redukcji emisji CO2 i oszczędności energii, uzgodnionych w unijnym pakiecie klimatyczno-energetycznym.

Pomimo wspólnego rynku i unii monetarnej, Bruksela nie ma uprawnień traktatowych do prowadzenia silnie zintegrowanej polityki gospodarczej. Dlatego losy UE 2020 będą zależeć – podobnie jak w przypadku strategii lizbońskiej – wyłącznie od dobrych chęci rządów krajów UE. Pomysły nakładania sankcji czy też budżetowego nagradzania krajów wywiązujących się z celów UE 2020, które w styczniu zgłaszała m.in. Hiszpania, zostały bowiem błyskawicznie zatopione przez m.in.: Niemców, Brytyjczyków i Polaków.

Komisja Europejska chce dyscyplinować kraje UE za pomocą regularnych raportów na temat realizacji kolejnych etapów UE 2020 przez poszczególne państwa. Będą one ogłaszanie wiosną każdego roku wspólnie z ocenami własnej polityki finansowej.

Kraje UE powinny teraz wynegocjować między sobą podział obciążeń wynikających z UE 2020 i opartych na ich dotychczasowym poziomie rozwoju. Przykładowo, Polska na pewno nie zobowiąże się do inwestycji w badania i rozwój na poziomie 3 proc. PKB, ale niektóre kraje starej Europy zapewne postawią sobie te poprzeczkę znacznie wyżej niż unijna średnia, co pozwoli całej UE osiągnąć wspólny przeciętny wskaźnik 3 proc. w 2020 r.

Prowadzenie rokowań w sprawie tych planów narodowych chce wziąć na siebie szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. UE 2020 wraz z planami narodowymi powinna być zatwierdzona na szczycie UE w czerwcu tego roku.

Polska dyplomacja obawiała się, że UE 2020 może zaszkodzić nam podczas prac nad unijnym budżetem na lata 2014-20, bo Polsce prócz innowacji nadal potrzebne są tradycyjne inwestycje w drogi czy wodociągi. Jednak KE przed kilkoma dniami zmodyfikowała projekt strategii, dowartościowując politykę spójności, z której najbardziej korzysta Polska. – Po tych ostatnich zmianach jestem pewien, że z UE 2020 mogą utożsamiać się kraje, które nadal sprzątają u siebie po komunizmie – mówi Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu.

Źródło: www.wyborcza.biz