Wygląd dużych polskich miast na przestrzeni dziesięcioleci kształtował cały szereg czynników historycznych, społecznych, kulturowych oraz gospodarczych.

 
Rozbuchany kapitalizm i kompletne wyzwolenie architektoniczne, jakie można było zaobserwować po roku 1989, w najlepszym wypadku skutkowało estetycznym kacem wśród kolejnych pokoleń urbanistów. Czy polska architektura miejska, często obklejona od góry do dołu przestrzenią reklamową, potrafi się podnieść?
 
Architektura odpowiedzialna społecznie
Rodzima architektura miejska od lat zalicza wzloty i upadki. To, że wygląd nowo powstających budynków nie zawsze wpisuje się w ciągłość kulturową i harmonię żywej tkanki miejskiej, często pozostaje niestety w gestii osób mających w tej materii wątpliwą wiedzę i autorytet. Co można jednak zauważyć na pewno to fakt, że wszelkie działania inwestycyjne – np. nowe apartamentowce, budynki użyteczności publicznej, parki, obiekty sportu i rekreacji czy elementy infrastruktury – coraz częściej przykuwają uwagę nie tylko urbanistów i architektów, ale też lokalnych społeczności. Jak wynika z raportu CBOS „Polacy o architekturze”, 82% Polaków zwraca uwagę na wygląd budynków i układów zabudowy.
Aż 98% badanych stwierdziło, że harmonijny i spójny krajobraz miejski wpływa na lepsze samopoczucie i wzrost wydajności pracy. Znaczenie form architektonicznych sprzęgło się w ostatnich latach w Polsce z popularyzacją idei demokracji uczestniczącej. Wprowadzony po raz pierwszy w 2011 w Sopocie, a praktykowany dziś już m.in. w Łodzi, Wrocławiu czy Poznaniu budżet obywatelski pozwala każdemu z mieszkańców na decyzję co do tego, jak ma wyglądać jego miasto.
 
Spiesz się powoli
Miasto to miejsce, które kojarzy się z wartkim tempem. Zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym – głównie za sprawą rosnącej liczby samochodów. Jak na ironię, poprzez ich stały dopływ, rzeka aut wzbiera i płynie coraz wolniej, regularnie zalewając przestrzeń miejską korkami, smogiem i stresem. Być może ciężko jeszcze mówić tu o w pełni rozwiniętym trendzie, niemniej polscy planiści zdają się dostrzegać coś, co od lat realizowane jest w Holandii, Belgii, Niemczech czy Skandynawii. Rozwiązaniu problemu samochodów służy nie tyle rozwijanie przestrzeni infrastrukturalnej, co… ograniczenie ich obecności w centrum. Poprzez strefy z ograniczonym przejazdem, elementy małej architektury, skrzyżowania równorzędne, zawężanie jezdni czy ograniczanie dozwolonej prędkości, kierowcy sukcesywnie zniechęcani są do poruszania się po centrum samochodem. W zamian powinni oni otrzymać od urbanistów możliwość pozostawienia pojazdu na zautomatyzowanym parkingu i skorzystania np. z komunikacji miejskiej na preferencyjnych warunkach.
Widziałem, jak takie rozwiązania zdają egzamin w miastach Europy Zachodniej i widzę, że w podobnym kierunku zmierza chociażby Łódź. W planach rewitalizowanego miasta znajduje się budowa sieci parkingów wielopoziomowych, po jednym na każdy kwartał miasta, co pozwoli odciążyć popularną ulicę Piotrkowską i przywrócić przestrzeń miejską jej prawowitym właścicielom, czyli mieszkańcom – tłumaczy Waldemar Stehbach, ekspert włoskiej firmy FAAC i specjalista w dziedzinie automatycznej kontroli dostępu.
 
Wielkie szaleństwo na punkcie małej architektury
Przykład Łodzi jak na dłoni pokazuje, jak dużym entuzjamem cieszy się zetknięcie nowoczesnych trendów architektonicznych z partycypacyjnym sposobem decydowania o budżecie miejskim. Tamtejszy woonerf, wybudowany w czerwcu tego roku ze środków budżetu obywatelskiego, stał się prawdziwym oczkiem w głowie mieszkańców. Podwórzec miejski, współdzielony przez pieszych i pojazdy, jest typowym przykładem małej architektury w służbie miasta. Rozwiązanie to poprzez odpowiednią infrastrukturę komunikacyjną (w tym parkingową) zabezpiecza pieszych i rowerzystów przed nadmiernym ruchem kołowym, a przy okazji wyróżnia się na tle przestrzeni miejskiej. Stylowe ławki, markizy okolicznych pubów i knajpek oraz drzewa wiśniowe dały razem efekt, który wywarł na tyle duże wrażenie na mieszkańcach, że na biurkach urzędników odpowiedzialnych za przyszłoroczny budżet obywatelski znalazły się już trzy kolejne projekty woonerfów.
 
Trendy architektoniczne, jakie można zauważyć w rodzimych miastach, skłaniają do refleksji nad optymalnym zagospodarowaniem przestrzeni miejskiej. Nie ulega wątpliwości, że Polacy coraz świadomiej wyrabiają sobie gust co do tego, jak ma wyglądać ich najbliższe otoczenie. Kraków, który wypowiedział wojnę reklamowej samowolce na swej starówce czy Łódź, której centrum przeobraża się w mały Amsterdam – to przykłady tego, że miasto można odzyskać dla ludzi. Wystarczy jedynie trochę zmysłu estetycznego i przemyślanej kontroli dostępu.
 
Źródło: FAAC